Heyo! :D
Pewnego dnia wieczorem Ashton przechodził obok domu Alice.
Nagle usłyszał jakieś krzyki i wrzaski. Przystanął i zaczął nasłuchiwać.
Jeszcze jeden krzyk. Rozpoznał głos Alice.
W
jednej chwili wpadł do jej domu i na środku salonu zobaczył jej
rodziców związanych grubym sznurem i samą Alice skuloną w rogu pokoju i
pochylającym się nad nią młodym i zamaskowanym mężczyzną. Podbiegł do
niego i wytrącił mu nóż z ręki. Mężczyzna spojrzał na niego przerażonym wzrokiem i wybiegł z domu. Ashton kucnął przy przerażonej Alice.- Wszystko OK? - zapytał.
Dziewczyna nie odpowiedziała. Nie mogła. Ze wzruszenia po prostu przytuliła chłopaka.
- Dziękuję.. Bardzo, bardzo dziękuję.. - wyszeptała.
Chłopak tylko się uśmiechnął i podszedł aby rozwiązać jej rodziców. Po chwili małżeństwo serdecznie mu dziękowało.
- Dziękujemy.. Kto wie co by się mogło stać gdybyś nie wpadł jak burza.. - mama Alice uśmiechnęła się serdecznie.
- Nie ma za co.. - odparł rumieniąc się lekko.
- Dzielny chłopak z ciebie.. - odpowiedział tym razem ojciec dziewczyny uścisnąwszy mu dłoń - Zostań na kolację.. Moja żona przygotowuje wyśmienite tortille..
Ashton pokręcił głową.
- Naprawdę bardzo bym chciał, ale obiecałem rodzicom, że wrócę wcześniej.. - powiedział - Do zobaczenia w szkole! - pożegnał Alice i wyszedł z domu.
Pół godziny później szedł ulicą mimo, że minęła już prawie godzina. Rozmyślał o sytuacji w domu jego byłej. Podczas ich związku, ani razu się nie pocałowali. Chociaż chodzili ze sobą prawie pół roku. Od ponad trzech miesięcy nie byli razem, ale on na prawdę dalej czuł do Alice coś więcej niż zwykłe koleżeństwo czy przyjaźń. Chciał poprawić soje stosunki z dziewczyną i chyba powoli osiągał swój cel...
***
(w tym samym czasie)
Philip szedł ciemną ulicą w stronę domu Sary. Już z tej odległości widział ciemny budynek, i ciemne okna w których nie paliło się ani jedno światło. Był pewien, że dziewczyna jest sama w domu.
Uszedł kilka kroków i znalazł się przed posesją swojej "koleżanki" z klasy. Zręcznie przeskoczył przez płot i po chwili stanął pod drzwiami wejściowymi. Powoli nacisnął klamkę, ale drzwi nie otworzyły się. Był pewien, że będą zamknięte, ale tyle oglądało się filmów, gdzie sławni bohaterowie szukali najbardziej ukrytych wejść, a mieli otwarte drzwi pod nosem i orientowali się o tym dopiero po kilku godzinach żmudnej roboty. Westchnął w duchu i wszedł na ścieżkę prowadzącą dookoła domu. W połowie drogi natrafił na - o dziwo - otwarte okno w kuchni. Wskoczył przez nie i błądząc pośród ciemności natrafił na schody, zaczął się po nich wspinać i doszedłszy na ich szczyt zobaczył jasny zarys drzwi. Po cichu je otworzył i zobaczył swój cel.
Sara siedziała tyłem do niego. Ze słuchawkami na uszach i telefonem w ręce, którego wyświetlacz tworzył swym blaskiem, jasną poświatę.
Chłopak najciszej jak potrafił podszedł do dziewczyny. Szybkim ruchem unieruchomił jej ręce i zakneblował jej usta. Przerzucił ją sobie przez ramię i wyszedł z domu tą samą drogą.
Gdy był na ulicy poczuł się.. Dziwnie.. Bardzo dziwnie...
Ale.. Wykonywał tylko swoje zadanie! Tak bardzo chciał zaimponować Chloe, która od dawna mu się podobała.. Takie życie..
Po 20 minutach dotarł na ciemny opuszczony parking, na którym stała jedna zardzewiała ciężarówka. Podszedł do niej na kilka kroków i zmrużywszy oczy przeczytał ciemny napis na zakurzonej plandece: ODZIEŻ UŻYWANA. Następnie "zaszedł" pojazd od tyłu i zobaczył rejestrację Las Vegas. Bingo! Uśmiechnął się sam do siebie. Ostrożnie podszedł do okna kabiny i zajrzał do jej wnętrza. Dwóch mężczyzn spało twardo na fotelach, a ich chrapanie było słychać, nawet w tym miejscu.
Znów podszedł na "tyły" ciężarówki, rozglądnął się dookoła i najciszej jak potrafił odpiął zabezpieczenie zamykające pakę.
- "Łatwo poszło.." - pomyślał i bez najmniejszych skrupułów wrzucił Sarę do środka.
Ponownie zamknął pakę i najspokojniej w świecie odszedł, kierując się do domu.
Gdy był kilka metrów od parkingu, wyjął telefon i napisał do Chloe:
Zadanie wykonane!
Uszedł kilka kroków i znalazł się przed posesją swojej "koleżanki" z klasy. Zręcznie przeskoczył przez płot i po chwili stanął pod drzwiami wejściowymi. Powoli nacisnął klamkę, ale drzwi nie otworzyły się. Był pewien, że będą zamknięte, ale tyle oglądało się filmów, gdzie sławni bohaterowie szukali najbardziej ukrytych wejść, a mieli otwarte drzwi pod nosem i orientowali się o tym dopiero po kilku godzinach żmudnej roboty. Westchnął w duchu i wszedł na ścieżkę prowadzącą dookoła domu. W połowie drogi natrafił na - o dziwo - otwarte okno w kuchni. Wskoczył przez nie i błądząc pośród ciemności natrafił na schody, zaczął się po nich wspinać i doszedłszy na ich szczyt zobaczył jasny zarys drzwi. Po cichu je otworzył i zobaczył swój cel.
Sara siedziała tyłem do niego. Ze słuchawkami na uszach i telefonem w ręce, którego wyświetlacz tworzył swym blaskiem, jasną poświatę.
Chłopak najciszej jak potrafił podszedł do dziewczyny. Szybkim ruchem unieruchomił jej ręce i zakneblował jej usta. Przerzucił ją sobie przez ramię i wyszedł z domu tą samą drogą.
Gdy był na ulicy poczuł się.. Dziwnie.. Bardzo dziwnie...
Ale.. Wykonywał tylko swoje zadanie! Tak bardzo chciał zaimponować Chloe, która od dawna mu się podobała.. Takie życie..
Po 20 minutach dotarł na ciemny opuszczony parking, na którym stała jedna zardzewiała ciężarówka. Podszedł do niej na kilka kroków i zmrużywszy oczy przeczytał ciemny napis na zakurzonej plandece: ODZIEŻ UŻYWANA. Następnie "zaszedł" pojazd od tyłu i zobaczył rejestrację Las Vegas. Bingo! Uśmiechnął się sam do siebie. Ostrożnie podszedł do okna kabiny i zajrzał do jej wnętrza. Dwóch mężczyzn spało twardo na fotelach, a ich chrapanie było słychać, nawet w tym miejscu.
Znów podszedł na "tyły" ciężarówki, rozglądnął się dookoła i najciszej jak potrafił odpiął zabezpieczenie zamykające pakę.
- "Łatwo poszło.." - pomyślał i bez najmniejszych skrupułów wrzucił Sarę do środka.
Ponownie zamknął pakę i najspokojniej w świecie odszedł, kierując się do domu.
Gdy był kilka metrów od parkingu, wyjął telefon i napisał do Chloe:
Zadanie wykonane!
***
Nicole siedziała sama w swoim pokoju i przeglądała zdjęcia w telefonie.
Po jednym dniu spędzonym u Sary postanowiła wrócić do domu, mimo strachu przed ojcem. Po pewnym czasie (czyli po wytrzeźwieniu) przypomniał by sobie, że ma córkę i ogarnąwszy, że jej nie ma, zawiadomiłby mamę. A tego dziewczyna nie chciała.
Nagle jej telefon zaczął wibrować. Spojrzała na wyświetlacz: Alice.
"Przesunęła" palcem zieloną słuchawkę i powiedziała:
- Halo?
- Hej, Nicole! Jesteś u Sary? - zapytała z entuzjazmem dziewczyna.
- Eee.. Nie.. Wróciłam do domu.. A co? - odparła szarooka.
- Och, szkoda! Dowie się później! Muszę ci szybko o czymś powiedzieć!
- Nadawaj! - uśmiechnęła się Nicole i zamieniła się w słuch.
- Dosłownie 20 minut temu.. - zaczęła niebieskooka i opowiedziała jej wszystko o napadzie i bohaterskim czynie Ashton'a.
- O-Ojej.. - Nicole przez chwilę nie mogła wydobyć z siebie głosu - A-Ale, nic ci się nie stało..?
- Oczywiście, że nie! - Alice wydawała się oburzona - Ashton, był taki.. Taki..
- Dobra nie kończ! - przerwała jej ze śmiechem przyjaciółka.
Dziewczyny rozmawiały jeszcze chwilę, lecz po 5 minutach rozłączyły się.
Nicole rozłączywszy się siedziała nieruchomo z telefonem w dłoni.
Po chwili jakby tchnięta jakimś dziwnym uczuciem, wybrała numer do Sary i nacisnęła zieloną słuchawkę. Nikt nie odbierał. Zadzwoniła drugi raz. Znowu cisza.
- "Pewnie już śpi.." - uspokoiła się i sama zaczęła szykować się na odpoczynek.
Po jednym dniu spędzonym u Sary postanowiła wrócić do domu, mimo strachu przed ojcem. Po pewnym czasie (czyli po wytrzeźwieniu) przypomniał by sobie, że ma córkę i ogarnąwszy, że jej nie ma, zawiadomiłby mamę. A tego dziewczyna nie chciała.
Nagle jej telefon zaczął wibrować. Spojrzała na wyświetlacz: Alice.
"Przesunęła" palcem zieloną słuchawkę i powiedziała:
- Halo?
- Hej, Nicole! Jesteś u Sary? - zapytała z entuzjazmem dziewczyna.
- Eee.. Nie.. Wróciłam do domu.. A co? - odparła szarooka.
- Och, szkoda! Dowie się później! Muszę ci szybko o czymś powiedzieć!
- Nadawaj! - uśmiechnęła się Nicole i zamieniła się w słuch.
- Dosłownie 20 minut temu.. - zaczęła niebieskooka i opowiedziała jej wszystko o napadzie i bohaterskim czynie Ashton'a.
- O-Ojej.. - Nicole przez chwilę nie mogła wydobyć z siebie głosu - A-Ale, nic ci się nie stało..?
- Oczywiście, że nie! - Alice wydawała się oburzona - Ashton, był taki.. Taki..
- Dobra nie kończ! - przerwała jej ze śmiechem przyjaciółka.
Dziewczyny rozmawiały jeszcze chwilę, lecz po 5 minutach rozłączyły się.
Nicole rozłączywszy się siedziała nieruchomo z telefonem w dłoni.
Po chwili jakby tchnięta jakimś dziwnym uczuciem, wybrała numer do Sary i nacisnęła zieloną słuchawkę. Nikt nie odbierał. Zadzwoniła drugi raz. Znowu cisza.
- "Pewnie już śpi.." - uspokoiła się i sama zaczęła szykować się na odpoczynek.
***
Następnego dnia w szkole Nicole i Alice czekały na Sarę przy drzwiach wyjściowych, wypytując wszystkich wchodzących, czy nie widzieli zielonookiej.
- Przepraszam, nie widziała pani, takiej wysokiej blondynki? - zapytała Alice pewną kobietę z dzieckiem.
- Przykro, mi ale nie.. - odpowiedziała kobieta i ruszyła dalej.
- Alice.. Może po prostu jest chora.. Wpadniemy do niej po szkole, OK? - powiedziała Nicole.
- Eh.. No dobra.. I tak już dzwonek.. - odparła niebieskooka, słysząc znienawidzony dźwięk.
Przyjaciółki ruszyły na fizykę. Na lekcji dziewczęta w ogóle nie mogły się skupić.
Sara praktycznie zawsze przychodziła do szkoły. Zwykle nie chorowała. A jeśli coś jej się stało?
Nagle na stolik Nicole wpadła mała krateczka. Rozwinęła ją.
Wszystko OK? - przeczytała.
Poznała to pismo. Luke.
Tak.. Tylko Sara zawsze przychodziła do szkoły, a dziś jej nie ma.. - odpisała.
Wiedziała, że temu chłopakowi można powiedzieć praktycznie o wszystkim.
Może jest chora.. Nie martw się! :) - odpowiedź przyszła niemal natychmiast.
No tak.. To samo mówiła wcześniej Alice.. Zrobiło jej się ciepło na sercu i spojrzała z wdzięcznością na chłopaka. I znowu to niebieskie spojrzenie!
- "Tylko nie zemdlej!" - powtarzała sobie w duchu.
Luke uśmiechnął się i wrócił do przepisywania notatek z tablicy. Zrobiła to samo. Lekcja mijała teraz znacznie szybciej.
***
O Jezu!
Przepraszam was za ten rozdział..
Mam nadzieję, że dotrwaliście do końca i was nie zanudziłam, co?
OK, czekam na opinie..
A! I jeszcze jedno!
Kinga chciała wam coś zareklamować:
Hai! :D
Chciałam wam polecić pewnego bloga:
http://tekst-ktory-zmieni-zycie.blogspot.com
Jeśli ktoś by miał ochotę wpaść to bardzo proszę :3
Motylek się ucieszy :D
Z góry dziękuję :D
Bayo! <3
Jeśli ktoś by miał ochotę wpaść to bardzo proszę :3
Motylek się ucieszy :D
Z góry dziękuję :D
Bayo! <3

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz